Figi – coś co mnie podkręca ;)

Kolory niebieski i zielony towarzyszyły mi od zawsze, ale nigdy, ale to przenigdy nie sądziłam, że purpura będzie wzbudzała we mnie takie uczucia. Nie sądziłam również, że aparat będzie towarzyszył mi w każdej wolnej chwili, że będę się nim bawić i malować nim własne obrazy.

Nigdy nie potrafiłam malować, tworzyć niezwykłych, odkrywczych rzeczy, a zawsze chciałam. Aparat okazał się tym co mnie uszczęśliwia. Wciąż mało umiem, wciąż chcę więcej i wciąż chciałabym malować własne obrazy. Ale po pierwsze, jestem zbyt niecierpliwa, by skupić się na czymś co wymaga ślęczenia godzinami, a po drugie… po drugie patrz punkt pierwszy… haha

Figi, które z drobną, skomlącą niechęcią zakupione zostały w Lidlu, zostały pożarte zaraz po sesji… nic na to nie poradzę, że kolory budzą we mnie dzikość i niepohamowanie w jedzeniu. Zresztą, to świetna, sycąca przekąska na przerwę w pracy. Czyż nie wyglądają apetycznie?

Tak oto zjadłam je na surowo, wspominając lato tej jesieni, zostawiwszy kilka na kolejny dzień i córki. Jadłam je ze skórką, gryząc jak polską śliwkę uprzednio myjąc dokładnie. Słodkie, miękkie i delikatne – polecam – takie są właśnie dojrzałe figi.

Dowiedziawszy się kilku faktów i wyłuskawszy z nich najważniejszy, odkryłam, że jest to afrodyzjak… whatever, ważniejsze są witaminy i pozostały nieodkryty potencjał. Niestety, teraz czuję, że zostałam podstępnie zmanipulowana, gdyż są one również tuczące… pamiętajcie! osiem fig to gwarancja dodatkowych kalorii…

Figi zawierają duże ilości błonnika i są dobrym źródłem kilku podstawowych minerałów, w tym magnezu, manganu i wapnia (który zapewnia lepszą gęstość kości), miedzi i potasu (pomagającego obniżyć ciśnienie krwi), a także witamin, głównie K i B6.

Więcej na temat fig poczytajcie tutaj
Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *