Gotowanie w buszu

To była prawdziwa przygoda. Las, egipskie ciemności i zapach jedzenia unoszący się z ogniska. Po miesiącach tułaczki emocjonalnej – od strachu po rozczarowania – w końcu znalazłam przystań. Z niecierpliwością czekam na kolejny weekend, by rzucić wszystkie poniedziałkowe-piątkowe sprawy i zanurzyć się w naturę.

Zaczęło się bardzo niewinnie – zwykłymi kiełbaskami, potem dołączyły hot-dogi z ogniska. Oczekiwania były ogromne, jednak musimy dopracować tą metodę, tym bardziej, że ja i moja rodzina je uwielbiamy.

Ognisko ma coś w sobie magicznego. Ogień, choć niebezpieczny, jest rzeczywiście tym co przyciąga i gromadzi ludzi wokoło. Ogień daje wiele możliwości, o których my – ludzie grilla i barbecue – zapomnieliśmy. Hot-dogi, pizza czy danie z kociaka, z którym postanowiłam się zmierzyć.

O kociołku marzyłam lata, ale jakoś jego brak nie doskwierał mi tak bardzo. W niekowidowej rzeczywistości nie mieliśmy czasu na takie klimaty, a soboty i niedziele spędzaliśmy w całkiem inny sposób. Dziś, żałuję, że tak późno zdecydowałam się na ucieczkę w leśne klimaty.

W skład dania z kociołka weszły ziemniaki, marchewka, boczek, kiełbaska, cebula oraz przyprawy. Dno kociołka wyłożyłam liściami kapusty.

Warzywa w kociołku potrzebują około dwóch godzin by zamienić się w pyszne danie. Wierzcie mi, czas w buszu biegnie szybciej, niż by się mogło zdawać. Niestety danie się przypaliło bo nie nalałam wody na spód naczynia, co wydaje mi się konieczne. Pyszna wyszła jedynie warstwa górna – dolna została przypalona.

Pizza z ogniska – to moje odkrycie! Zrobiłam ją dzięki żeliwnej patelni, którą wyciągnęłam z domowych pieleszy.

I herbata prosto z ogniska…

Poniżej pozostałości po wszystkich daniach wrzucone na jeden ogień. Każdy czuje się wolny i wcina co mu się podoba. Bez marudzenia, kręcenia nosem i utyskiwania. Natura skręca żołądek, uaktywnia soki żołądkowe i wszystko smakuje lepiej.

To był cudowny grudniowy dzień. Nie wiem jak długo uda nam się biwakować w ten sposób, bo przy szalejących wiatrach i śnieżycach, pomimo schronienia w lesie, mam wątpliwości. Kiedy za oknem słyszę zakręcający i uderzający o szyby wiatr, część mojej natury wciąż wzywa mnie do pozostania z gorącym kubkiem kawy pod kołdrą z włączonym Netflixem… ale czy poniższy widok nie wyrwał się z filmu …?


Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *