Swoje dżemy zaczęłam robić, gdy stałam się świadoma ilości chemii pakowanej do dżemów sklepowych. Dodatkowo okazało się, że 2-letnia wtedy córka źle reaguje na chemię zawartą w jedzeniu. Zaostrzenie reakcji alergicznych i pogorszenie stanu skóry było widoczne właściwie odrazu po zjedzeniu przez nią zanieczyszczonego jedzenia. W mig poszły w odstawkę Lubisie i kupne dżemy.

Dlatego od wielu lat dżemy robiłam z dwóch składników – truskawek i cukru. Były nieco lejące, ale zdrowe. W końcu mąż podsunął mi Agar-agar, który jest naturalną substancją żelującą, a co za tym idzie bezpieczną dla nas i naszych dzieci.
Podchodziłam do tego novum jak pies do jeża, dopóki nie przekonałam się na własnych dżemach, że agar jest bezzapachowy i bezsmakowy choć pozyskiwany jest z wodorostów morskich. Ta naturalna substancja żelująca zawiera dużo manganu, magnezu, żelaza, wapnia, sodu i cynku i jest stosowany jako naturalny zamiennik żelatyny przez wegan! Agar kupicie w każdym sklepie ze zdrową żywnością.
Dodaję agar gdy dżem bulgocze. Wsypuję i mieszam aż się rozpuści. Dżem ulega żelowaniu podczas studzenia.

Pamiętajcie! Agar jest ośmiokrotnie silniejszy od żelatyny! Nie przesadzajcie z dodawaniem go do dżemów, chyba że chcecie otrzymać galaretkę. Na 4 słoiki dodałam 1 łyżeczkę agaru. Wyszło idealnie! Tak jak lubimy 🙂





